Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiecość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiecość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 marca 2014

Kobieta myśli, że mężczyzna zmieni się po ślubie, a mężczyzna myśli, że kobieta się nie zmieni – moje trzy grosze do dyskusji

Zastanawiałem się nad pochodzeniem tytułowego powiedzenia. Wiele osób uważa, że wynika to z pewnej dozy gry przedślubnej, kiedy oboje partnerzy dla tzw. świętego spokoju idą na pewne ustępstwa wobec siebie. Natomiast po legalizacji związku partnerzy mają jakoby zaprzestać tej gry i wrócić do swojej właściwej postaci, gdyż kolokwialnie rzecz ujmując, „nie muszą się już starać” zaimponować partnerowi. Niestety, teoria ta ma pewien bardzo słaby punkt. Otóż oznaczałoby to, że – skoro obie osoby wracają do swojej pierwotnej postaci – zatem obie osoby powinny się zmienić: kobieta i mężczyzna. Ale, aby pozostać w zgodzie z tytułowym twierdzeniem, należy założyć, że tylko kobieta gra przed ślubem, podczas gdy mężczyzna jest niezmienną i stałą osią związku, co wydaje się założeniem – delikatnie rzecz ujmując – nieco na wyrost.

Dlatego podążyłem nieco innym tropem. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma to czegoś wspólnego z biologią, gdyż przecież to właśnie biologia determinuje naturalną i cykliczną zmienność w kobiecie, podczas gdy mężczyzna biologicznie nie jest poddany żadnym zmianom. No dobrze, ale przecież przed ślubem i po ślubie biologia kobiety jest taka sama, więc skąd ten dziwny warunek graniczny?... Zaraz, zaraz –  czy aby na pewno taka sama? No więc okazuje się, że nie, jeżeli weźmiemy pod uwagę pewną kwestię, mianowicie, że wzięcie ślubu było (szczególnie lata temu) momentem, od którego pary zaczynały mieć dzieci. I tutaj, moim zdaniem, zawiera się cała treść tytułowego powiedzenia.

Narodziny dziecka wywołują w kobiecie olbrzymie zmiany, zarówno w zakresie fizycznym, jak również, a może przede wszystkim, w psychice. Jest to olbrzymie wydarzenie w jej życiu, czemu chyba tylko ktoś, kto nigdy nie widział na własne oczy takiej kobiety, może zaprzeczyć. Pod wpływem całej kaskady hormonów i innych czynników kobieta – całkowicie automatycznie –  zmienia się, czasem nawet diametralnie. Ponieważ jest to zmiana niejako poza jej kontrolą, kobieta uważa, że ponieważ tak ogromne zmiany zaszły w jej podejściu do życia itp., u mężczyzny również powinno się w jakiś sposób dokonać przewartościowanie i zmiana osobowości. I niestety, tutaj kobieta zderza się najczęściej z bolesną rzeczywistością, gdyż mężczyzna... nie zmienia się praktycznie w ogóle. Owszem, narodziny dziecka są znaczącym wydarzeniem dla ojca, na pewno rozumie on, że wiele się zmieni w jego życiu, ale nie dokonuje się to automatycznie, a jest niejako uświadamiane i racjonalizowane. Stąd, tak również traktuje partnerkę – że konieczne zmiany zostaną dokonane na płaszczyźnie rozumowej, dzięki logicznej i rozsądnej dyskusji, podczas gdy kobieta pozostanie dokładnie taka sama, jaką była przez urodzeniem dziecka.

Wydaje mi się, że ten tok myślenia prowadzi do wyjaśnienia, dlaczego kobiety oczekują, że mężczyzna się zmieni, podczas gdy mężczyzna ma nadzieję, że wszystko zostanie po staremu.

Biologiczna sprzeczność kobiecości w podejściu do mężczyzny

Zaintrygowała mnie ostatnio kwestia wewnętrznej sprzeczności, która narzucana jest kobietom przez biologię i tzw. psychologię ewolucyjną w podejściu do mężczyzn.

Objawia się ona, moim zdaniem, w gwałtownym przeskoku oczekiwań wobec wybranego przez daną kobietę mężczyzny. Oznacza to, że mężczyzna podlega innym kryterium oceny przed, a innym po związaniu się z daną kobietą.

Należy zauważyć, że cechy, którymi kieruje się kobieta w doborze partnera, stają się całkowicie niepotrzebne, a nawet niekorzystne z punktu widzenia związku. Myślę, że kobiety doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że cechy, które spodobały się jej u danego mężczyzny na etapie poznawania, są równie mocno atrakcyjne dla innych samic. Dlatego, aby zapewnić względną trwałość związku, z tego punktu widzenia logicznym rozwiązaniem byłoby pozbawienie partnera tych cech mogących stanowić atrakcyjność dla innych pań. Przykładowo, kobiety dość rzadko wytykają swoim mężczyznom nadwagę, nawet jeśli poznając go miały szansę obcować z modelem męskiego ciała.

Natomiast cechy, które stały się niejako niepotrzebne, powinny w oczach kobiet zostać zastąpione innymi, bardziej potrzebnymi z punktu widzenia związku. Tak więc szarmancki zawadiaka z błyskiem w oku i mnóstwem pozytywnej energii winien zmienić się w czułego, kanapowego misia otaczającego na co dzień opieką i troską damę swego serca. Oczywiście, z punktu widzenia mężczyzny jest to przeskok niemożliwy do zaakceptowania, dlatego może stanowić to zarzewie problemów, szczególnie w początkowej fazie związku.

Jednocześnie trzeba zauważyć, że mężczyźni rzadziej mają tego typu problemy, gdyż ze względu na traktowanie kobiety jako elementu międzysamczej rywalizacji, jakiekolwiek zmiany w fizyczności bądź psychice własnej kobiety są stanowczo niepożądane.

czwartek, 13 marca 2014

Kobieca natura a nieubłagany postęp socjalizmu

Kobiety są urodzonymi socjalistkami – czy to prawda, czy może jest to twierdzenie absurdalne? Na pozór może się wydawać, że to ostatnie, że jestem „męską, szowinistyczną świnią”, nieokrzesanym zakapiorem i nienawistnikiem, który najchętniej wszelkie zło tego świata zrzuciłby na delikatne i wątłe barki „córek człowieczych”. Byłoby to dla mnie bardzo krzywdzące, gdyż ja kobiety bardzo lubię! Jednak, po głębszym zastanowieniu się nad problemem „Kobieta a socjalizm” sytuacja raptownie się zmienia. Podstawą zaś do takiej zmiany jest analiza zagadnienia, czego w zasadzie potrzebują kobiety.

Czego zatem potrzebują kobiety? A więc – kobiety, między innymi, potrzebują bezpieczeństwa. One same szczerze się do tego przyznają, często przy okazji wymagając od mężczyzn cechy zwanej opiekuńczością. I nie ma się czemu dziwić – steruje tym sama natura kobieca, fizjologia i czysta biologia. Panie potrzebują oparcia w mężczyźnie przede wszystkim w okresie ciąży, połogu i wczesnych miesięcy życia niemowlaka, gdyż chcą bezpiecznie przejść przez ten dość skomplikowany proces. Oczywiście, partner również przydaje się jako opieka do starszych dzieci, i generalnie nie jest najgorzej, jeśli  kobieta może się na męskim ramieniu wesprzeć, ale nie jest to już tak newralgiczna kwestia. Jednak w obecnym świecie ciężko jest mężczyznom podołać tym wymaganiom, gdyż generalnie zbyt mało zarabiają, tzn. zbyt wiele z ich zarobków zabiera im państwo. Skoro mężczyzna nie może sobie dać rady, a przy okazji wmawia się paniom, że mogą być samowystarczalne, zatem kobietom jak najbardziej pasować będzie państwo opiekuńcze – czyli socjalistyczne. Wszystkie te „stabilne prace do emerytury”, czyli nic innego, jak etaty urzędnicze, cieszą się u kobiet największym wzięciem. „Trzynastki”, „czternastki”, pełnopłatne urlopy... Wielokrotnie byłem świadkiem rozmów pomiędzy kobietami, które uważały, że którejś koleżance się bardzo udało, bo złapała „państwowy, pewny etat”. Dobrze jest również, ażeby państwo zwiększało komfort i spokój wewnętrzny kobiet poprzez wszelkiego rodzaju dodatki, rekompensaty, wyrównania, zasiłki, refundacje, zapomogi, dopłaty itp. Kobietom słowo „socjalne” kojarzy się bardzo pozytywnie, stąd często jedną z ważniejszych kwestii omawianych i analizowanych w miejscu pracy są pakiety socjalne, fundusze socjalne, „darmowa” opieka zdrowotna itp.

Jednym z istotnych i najłatwiej zauważalnych aspektów potrzeby bezpieczeństwa jest zabezpieczenie środków, czyli innymi słowy dbałość o niewyczerpanie zapasów. Co robi mężczyzna, kiedy mu zabraknie jedzenia w lodówce, skończy mu się płyn do mycia naczyń czy też nie wypierze ubrań? Nic, bo przecież nie stało się nic wielkiego i przy najbliższej okazji „się załatwi”. A co robi kobieta w takich sytuacjach? Też nic, bo taka sytuacja dotychczas się nie zdarzyła!

Socjalistyczne państwo, które wydaje na kobiety pieniądze podatników, będzie przez kobiety uwielbiane. Dziwię się, że spin-doktorzy z żadnej partii socjalistycznej w naszej Krainie Szczęśliwości i poza nią jeszcze nie wykorzystali tej argumentacji i związanego z nią potencjału wyborczego. Jestem przekonany, że tego typu podejście przysporzyłoby im znacznie więcej zwolenniczek, niż chwytanie się częstokroć logicznie sprzecznych haseł feministycznych. Kobieta czująca opiekę państwa (w domyśle – partii) będzie w stosunku do takiego państwa lojalna, oczywiście w sensie lojalności damskiej. 

Natomiast należy pamiętać, że nic się nie zmieniło od czasu, kiedy Stefan Kisielewski nazwał rzecz po imieniu, mówiąc że „Socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w innych ustrojach”. I w tym przypadku również widać pewną, na pierwszy rzut oka ukrytą, sprzeczność: kto bowiem płaci za te wszystkie socjalistyczne wynalazki? Ano, państwo. A skąd państwo ma pieniądze? Ano, z naszych podatków, czyli z naszych kieszeni. A co by się stało, gdyby nam państwo nie zabrało tych podatków? Ano, mielibyśmy dużo więcej pieniędzy do rozdysponowania, i moglibyśmy opiekować się samymi sobą w takim zakresie, w jakim jest to dla nas konieczne. Ale to już temat na inny post...

A żeby zakończyć ten wpis wesoło, zobaczmy, czego tak naprawdę potrzebują kobiety:
http://www.neurolingwistyka.com/kobieta-mezczyzna